piątek, 26 kwietnia 2013

Ogłoszenie parafialne vol. 2 (chyba)

Drodzy parafianie.

Ze smutkiem informuję, że wtorkowa jak i czwartkowa "Pampa..." nie pojawiła się na blogu z przyczyny awarii kompa. Na szczęście niebieskie BSoD-y już zniknęły z mojego życia (na jakiś czas), więc dziś w piątek dostaniecie bardziej rozbudowaną wersję "Pampy" wraz z powrotem jednego z cykli, który miał co najmniej jeden artykuł (ha, kombinujcie który!).

Pozdrawia wasz bloger latino, Don Mastrangelo.

piątek, 19 kwietnia 2013

Pampa the pampa, wielka wina lampa #11

Zmiany z nadawaniem Pampy. Od dziś w każdym tygodniu otrzymacie dwa, a nie jak dotychczas jeden skrót ciekawszych wieści z Ameryki. Wtorek oraz piątek będą stały pod znakiem wiadomości z Ameryki Południowej, tej piłkarskiej rzecz jasna.

- Faza grupowa Copa Libertadores dobiegła już szczęśliwie do końca i w swoim stylu przyniosła niesamowite emocje. Tak, emocje nie tylko piłkarskie, ale też te z gatunku barmańskich awantur. Lecz ograniczę się tylko do dwóch meczów.

Najpierw ten, który sprawił, że Liga Mistrzów ma w sobie godnego konkurenta od strony sportowej (włącznie z komentatorem). Tigre - Libertad i końcowy awans Argentyńczyków.


Oraz to co się działo równolegle, czyli Gremio - Huachipato.


I właśnie na tym ostatnim meczu się zatrzymam. To już gigantyczny skandal, że po raz kolejny widz otrzymuje obrazki pomeczowej bijatyki. Przy tym słodkie macanki z Gran Derbów to pikuś. O ile w Europie co najwyżej przeciwnicy się pomasują po barkach, w Ameryce Południowej z wielką ochotą będą się kopać po genitaliach i wzajemnie robić lewatywę. Dziś z rana w mediach grzmią właśnie o tym spotkaniu, bo to już kolejny przejaw braku kontroli nad tym co się dzieje. O dziwo kolejny raz awantura wybucha z udziałem Brazylijczyków, którzy "dzielnie się bronią przed agresorami". Jak wcześniej byli to piłkarze Tigre oraz Arsenalu de Sarandi, tak teraz czas na inną nację i klub - Huachipato. Największą ofiarą starć został trener Gremio - Vanderlei Luxemburgo, który uciekając do szatni postanowił trochę powyzywać krewkich Chilijczyków. A kiedy jak na powyższym filmie się wywrócił, przeciwnicy ruszyli go z zamiarem skopania. I trzeba przyznać udało im się uczynić to parę razy, dopóki policja nie zaczęła rozdzielać awanturników. O co poszło? Jak zwykle o awans i niesprawiedliwe sędziowanie pod Gremio. Szukając sprawiedliwości krewcy zawodnicy Huachipato wyruszyli wyrównać rachunki z przeciwnikami. Ogólnie jedna wielka dzicz, którą co trzeba przyznać sprowokowali gracze Gremio, którzy od drugiej połowy zaostrzyli środki, by zatrzymać Chilijczyków. A sędzia oszczędził sobie wypisywania w protokołach przyczyn, dla których miał pokazać czerwone kartki. Przy czymś takim, nietrudno o awanturę, którą w powietrzu się radośnie unosiła.

I teraz pytanie zasadnicze: Jak się pozbyć takich obrazków? Oczywiście w żaden sposób, bo dziś CONMEBOL ma na to zwyczajnie wyje**ne, tłumacząc to "zjawiskiem futbolowego folkloru". Tak samo zresztą wyjaśnili kilkanaście tygodni temu śmierć 14-letniego chłopca z Boliwii, który dostał racą wystrzeloną przez innego dzieciaka z Corinthians. Taką samą odpowiedź mieli na wieśniackie zachowanie piłkarzy Arsenalu i Atletico Mineiro... Poprzednie "wypadki" toczyły się na brazylijskiej ziemi, gdzie miejscowa policja nie zwlekała z pałowaniem piłkarzy (jednakże nie swoich). Tutaj chilijscy koledzy po fachu w większym stopniu zachowali się biernie, ograniczając się do oddzielania zwaśnionych stron. Oczywiście jak się pewnie domyślacie jestem za równouprawnieniem. Choć to słowo można odczytać na wiele sposobów (jak to okrasił Karol Marks), to jedno nie pozostaje wątpliwości: trzeba pałować. Bo na ile razy sobie pozwolimy na takie sceny, tym większa ilość zawodników zacznie korzystać z tego sposobu na odreagowanie niepomyślnych wyroków. Takie sceny jak powyżej jeszcze się pojawią, nie musicie się o to martwić. CONMEBOL dalej zajmuje się zliczaniem kasy, więc ich decyzje, jakiekolwiek nie zapadną nie będą miały żadnego wpływu na winnych zamieszania. Jeśli miałbym szukać w tym pozytywów, to chyba jedynie w tym, że "coś się dzieje".

Ale jeśli miałbym być wredny (w swej sprawiedliwości), to spacyfikowałbym także Kanarkowych. Tak profilaktycznie, bo już zwymiotować można od ich "czystości oraz niewinności" jaką się przed światem obnoszą. Choć wyraziłem zrozumienie dla ich niewinności z meczu Tigre - Sao Paulo z finału Copa Sudamericany. Ledwo usprawiedliwiałem wydarzenia Atletico - Arsenal... Ale dziś, w świetle ich postawy niech się bujają na hamaku i nawet.


- A oto wspomniane pary 1/8 finałów jednych z najbardziej niedocenianych rozgrywek klubowych świata, czyli Copa Libertadores:

Atletico Mineiro - Sao Paulo
Palmeiras - Club Tijuana
Boca Juniors - Corinthians
Velez Sarsfield - Newell's Old Boys
Independiente Santa Fe - Gremio
Nacional Montevideo - Real Garcilaso
Olimpia - Tigre
Fluminense - Emelec

Jeśli myślicie, że nie ma tutaj nic ciekawego, to proszę żebyście pomyśleli dwa razy... Jak to nie pomoże wstańcie od klawiatury, zróbcie pięć kroków do tyłu i w biegu z całej siły walnjcie prosto w ścianę. 
Na dzień dobry dostajemy double revange za fazę grupową, gdzie Atl. Mineiro znów spotka się z Sao Paulo. Jako, że Ronaldinho jest łasy na wyzwania, ich ostatni mecz nazwał "treningowym". Dzięki temu zamiast ułatwić sobie drogę do ćwierćfinału, to znowu się pomęczą. Co z tego, że grali najefektywniej skoro sami sobie wrzucają kłody pod nogi. Czyżby aż tak czuli się mocni? Jakoś dwa lata temu Cruzeiro, w fazie grupowej zdobyło 20 goli, wygrywając 5 spotkań remisując ledwo jedno. Niby faworyt a już na dzień dobry zebrali spore manto od słabiutkiego Once Caldas w fazie pucharowej. A biorąc pod uwagę to co oferuje Tricolores, nie ma co podchodzić do tego lekceważąco. Pachnie futbolem na wysokim poziomie.

Palmeiras w starciu z meksykańskim rodzynkiem musi uważać tylko na wyjazdową potyczkę z Tijuaną. Jeśli chcą wyjść żywo z miasta kokainy/dziwek/śmierci, to niech lepiej zainwestują w komandosów i Jumbo-jeta.  Jedni jak i drudzy na swoim obiekcie nie przegrali żadnego meczu w grupie, ale jednocześnie wszystkie mecze wyjazdowe przegrywali. Kluczem będzie to, kto strzeli więcej goli u siebie. Ten uczyniwszy ich ilościowo więcej, zamelduje się w ćwierćfinałowym szlaku marihuanowy...


Xeneizes to burdel na kółkach. Ilość awantur na treningach czy po meczach wskazuje już dobitnie na brak kontroli Carlosa Bianchiego, któremu brakuje pomysłów na odmienienie Boca Juniors. Nędzny poziom w grupie, fatalna gra w lidze i to pasmo niekończących się problemów wewnątrz klubu sprawiają, że Timao wygląda przy nich jak klub poukładany z klocków Lego. Opary porządnych bęcków owszem czuć, lecz Corinthians specjalizuje się w lekceważeniu przeciwnika. Zatem jeśli nie będą odstawiać manany (a raczej amanhany) to powinni wyjść zwycięsko ze starcia. I w tym wszystkim szkoda mi Riquelme, który męczy taką bułę, że suchar jest miękki jak gąbka.


Starcie argentyńsko-argentyńsko to śmietanka. Jedni jak i drudzy postawili sobie dość trudne zadanie - wygrać Wyzwolenie*. Velez oparty na trenerze kontra Newell's podpierający się trenerem. Z jednej strony fundament słowa drużyna, z drugiej indywidualne kozaki. Jeśli gdzieś poszukujemy walki do niemal ostatniej kropli krwi, to tu ją odnajdziemy. Koniecznie ją przetoczcie!


Tak to wygląda na górze, zaś dolna drabinka to starcia raczej sensacji z pewnymi znakami zapytania. Już samo przejście fazy grupowej dla takich drużyn jak Tigre czy Real Garcilaso stanowi samo w sobie zwycięstwo. Jeśli ktokolwiek z nich przejdzie do ćwierćfinałów to należy uznać niniejszy czyn za pokaz piękna gry/zasobności portfela na sędziów (niepotrzebne skreślić).


Reasumując. Oglądajcie nie pier***cie, że to nie jest FUTBOL.





- Pablo Lunati, aktualnie sędzia piłkarski ligi argentyńskiej jak i kontynentu odchodzi powoli w niebyt. Jeden z najbardziej ekspresyjnych arbitrów świata, który sprawiał wrażenie osoby z ADHD nie otrzyma nowego kontraktu od AFA. Za przyczynę władze piłkarskie podały "stan fizyczny jak i psychiczny, który uniemożliwia mu pracę na szczeblu krajowym". Jednak to tylko jedna poszlaka, bo druga o wiele gorsza dla niego jest związana z  grubszą aferą. Otóż arbiter ten jest oskarżony o zdefraudowanie 3 mln pesos, niezapłacone podatki i nie do końca legalne prowadzenie firmy budowlanej, która jednocześnie jest zadłużona. Jakim cudem argentyński sędzia piłkarski, zarabiający 3 tysiąca pesos za mecz może obracać aż takimi finansami? (Dodatkowo każdy zawodowy arbiter zatrudniony przez AFA dostaje 16 tysięcy pesos miesięcznie). Cóż, tym zajmuje się już AFIP (taki polski Urząd Skarbowy), które przeprowadza wnikliwe śledztwo z którego wynika, że Lunati już wkrótce będzie sędziował mecze więźniów. A grozi mu 5 lat, bo i dowody dość mocno kompromitują arbitra.

Sam Pablo ulotnił się z błysku fleszy, którymi tak bardzo lubił się obtaczać. Ekspresyjny, impulsywny, nieznośny, zmanierowany, fanatyk River - takimi cechami określano jego osobę. Dowody? Proszę bardzo, oto jeden z nich. W normalnych warunkach arbiter milczy, stoi jak słup kiedy protestujących odpychają służby porządkowe. Jeśli któryś z nich decyduje się na rozmowę, to z reguły zachowuje spokój. Ale nie Lunati, tylko popatrzcie na jego gestykulację (choćby ta z Simeone od 55 sekundy):


Przykładów bym pomnożyć razy pięć, więc dam tylko linki:

Lunati komentuje (a raczej szuka rozmówcy) mecz Union - San Lorenzo

Po meczu Velezu z Atletico Tucuman, gdzie największym herosem okazuje się trener Hector Rivoira (w mistrzowski sposób odpycha swoich zawodników by samemu wy"puto"wać co myśli o arbitrze)

Cóż, mimo to nie umywa on się do Jorge José Emiliano dos Santosa o przydomku Margarida:





- Independiente powoli wita się z widmem degradacji. Agonię problemów podtrzymuje konflikt kibiców z drużyną, a tej presji nie wytrzymał Americo Gallego, który rzucił wszystko w diabły. Zastępujący go Miguel Angel Brindisi, co ciekawe prowadził już ten klub 19 lat temu. Wówczas zdobył z Inde nawet mistrzostwo kraju oraz Recopę Sudamericanę w 1994 roku. Dziś oczywiście nie ma co liczyć na powtórkę z historii, bo najpierw trzeba obronić się przed spadkiem z ligii, której to ten klub jeszcze nigdy nie zaznał. Lecz skoro takie River Plate potrafiło, to i upadek Diablos Rojos przyjmę z pocałowaniem ręki. Może wtedy, niektórzy z nich zmienią swoje podejście do zawodu piłkarza, który ograniczył się u nich tylko i wyłącznie do kobiet i alkoholu. Skoro w głowie im tylko rozgrzewka treningowa przed maratonem seksualnym... 

- Pozostając w Argentynie, znów o sobie przypomniała wszechobecna brutalność barras. Dziś w godzinach porannych grupa ludzi powiązanych z "klubem kibica" Colonu Santa Fe starła się z policją. Panowie mundurowi nie zdążyli nawet powiedzieć "proszę opuścić teren", kiedy to barras otworzyli ogień z broni palnej. W wyniki strzelaniny rannych zostało 7 funkcjonariuszy policji, których po przewiezieniu do szpitala nie zagraża już żadne niebezpieczeństwo. A co było zatem przyczyną zajścia? Ano paru młodych gniewnych postanowiło "pozwiedzać" stadion Racing Clubu przed meczem i zaznaczyć swoją obecność paroma malunkami na klubowych murach. Przechodzący obok patrol policji zauważył tajemniczych gości na obiekcie, lecz ich obecność tylko rozzłościła barras, którzy wyciągnęli broń, oddając kilkanaście strzałów. Po całym zamieszaniu aresztowano czterech rzezimieszków, ale wciąż trwają poszukiwania pięciu innych, którzy uciekając skradzionym autem... staranowali kilka radiowozów.

"Wasz cyrk, wasze małpy".


- Na sam koniec muzyka, która zostanie moim stałym repertuarem Pampy. Cel? Urozmaicenie muzyczne, w którym może znajdziecie coś dla siebie...

Dlatego na przywitanie przedstawiam legendę rock argentina, dandysa o bujnym owłosieniu, przed którym każda latynoska rozchylała uda. Gustavo Cerati bo o nim mowa, to jeden z najbardziej wpływowych postaci latino rocka, gdzie wraz z grupą Soda Stereo kształtował i wyzwalał dusze uciśnionych Argentyńczyków w latach 80-tych. Jego głos zawładnął serca nie tylko w kraju ale też na kontynencie. Kiedy w 1997 roku postanowił rozpocząć karierę solową szło mu dalej wybitnie, choć wielu posądzało go o odcinanie kuponów od dawnej sławy. Niestety 15 maja 2010 tuż po koncercie w Caracas doznał udaru mózgu. Mimo natychmiastowej pomocy lekarzy zapadł w śpiączkę, w której trwa do dnia dzisiejszego. Niestety od 16 listopada 2012 roku nie ma żadnych informacji na temat stanu zdrowia piosenkarza, czym zmartwił wielu jego fanów. Los rockmana pozostaje zagadką skrywaną przez jego rodzinę, ale wydaje się to całkiem zrozumiałe. Dziś tylko śni...

A w wyniku losowania wybrałem "Me Quedo Aqi" (pl. zostaję tutaj) z jego solowej płyty Ahi Vamos:






wtorek, 16 kwietnia 2013

Lata 90-te, lata współczesne

To tak na szybko, wstępniak przed kolejnymi dniami i nieco szerszymi wpisami (Boże, czy zdajecie sobie sprawę, że mam coś z polityka? Tylko obiecuję!!!).

Wiadomość ta, to raczej zbiór wszelkiej maści plotek, do których dotarli barras Boca oraz River. A ich śladem zawędrowali dziennikarze. Jakie to zatem te wieści?

River pod sterami Ramona Diaza gra przyzwoicie. Nie to, żeby mówić o mistrzostwie czy innych pucharowych pierdołach, ale podwaliny pod zespół są, więc czas zalać to mocnymi fundamentami. I w tym oto momencie DT wpadł na pomysł zwiezienia części dość przestarzałych, ale kiedyś robiących furorę. Na samym czele trójkąt równoboczny: D'Alessandro, Aimar oraz Saviola. Wychowankowie Millonarios, którym powoli kończą się pomysły na grę w obczyźnie, czeka na ich padre z otwartymi Ram(i)on(ami). O ile kontrakt Aimara z Benfica wygasa w czerwcu b.r. O tyle reszcie wypada to odpowiednio na czerwiec (Saviola) i grudzień 2014 (D'Alessandro). Nadzieja matką głupich, choć River jest w tej uprzywilejowanej pozycji, że trochę w kabzie na zakupy i pensje zostało (vide sprzedaż Ocamposa do Monaco, reszki z Lameli, zaległe procenty za Belluschiego). Dlatego szanse są realne, choć przynajmniej na jeden z tych transferów. Można rzec, nie ma o czym pisać, ale... Aimar przynajmniej nieoficjalnie prowadzi już indywidualne rozmowy z River Plate, albowiem jego agent Fernando Felicevich był widziany już dwa razy w siedzibie klubu. Może to zwykła yerba z Passarellą, lecz ów menadżer działa na rynku tak, że wszystkie sprawy załatwia w środku sezonu. Taki chilijski mętlikowiec....


Boca zaś o ile przetrwa sezon (na co się zanosi... w roku przyszłym) to może liczyć na minimum dwa potężne i parę średnich transferów. Wszystko będzie uzależnione od wyników, czyli wygrania Libertadores i (mimo wszystko) wyższa pozycja w tabeli ligowej, bo 17 miejsce to obciach. Można liczyć na dość mocny huragan w szatni, z którego wyleci tuzin piłkarzy. A zmiany są konieczne, bo dochodzą już głosy, że panowie na treningach częstokroć złośliwie traktują swoich kolegów. Jedną szamotaninę, o której media się nie rozpisywały udało się zataić, ale "kontuzja" Clemente po starciu z Silvą należy traktować dwojako - za honor klubu i za kures***.
Plany? Walter Samuel, Nico Burdisso, dwóch Lisandro Lopezów (jeden z Sarandi, drugi z Lyonu), Lucas Biglia oraz na końcu Humberto Suazo. Lista niezmienna, szansa tradycyjnie ograniczone do niemal zera. No z wyjątkiem Samuela, który nie kwapi się na nową umowę z Interem i po sezonie chciałby wrócić do ojczyzny. Lecz tu uwaga, d ogry włączy się pewnie pierwszy klub Il Muro - Newell's Old Boys. Jeśli nie kasą to skusić go może obecnością dwóch starych znajomych z kadry, czyli Heinze oraz Maxi Rodriguez. Te nazwiska to jakiś kosmos i horror w jednym... Jedyne tropy mogą wieść przez menadżerów zawodników, którzy faktycznie spamują mailami do Angeliciego, a ten nierozważnie drukuje i wrzuca do niszczarki na oczach pracowników. Like a boss.


Wniosek płynie zaś z tego taki... Oba kluby już się nudzą, w River myśli nakierowane są na walce o tytuł wraz z szybkim wzmocnieniem składu następcą Trezegueta. Boca? Oni tylko symulują jak w Football Managerze, zapominając przy tym przed meczem zrobić save'a i a potem wczytać grę.

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Torneo Final? Jeszcze nie tak prędko

Niemal połowa dystansu została klubom argentyńskim do wyłonienia nowego (lub starego w przyp. Velezu) mistrza kraju. Oczywiście to nie zwalnia z tego, by już teraz ocenić na spokojnie postawę poszczególnych drużyn. Bo raz, że sam materiał jest "obszerny" a dwa, że nie brakuje mi słów do jego opisania. Zaczynamy!

Postanowiłem kluby podzielić na trzy koszyki (po świętach już puste). Kluby z wynikami UDANYMI, PRZECIĘTNYMI oraz KIEPSKIMI. A dlaczego właśnie tak? Hm, może żeby każdemu żyło się lepiej.

LANUS
NEWELL'S
GODOY CRUZ
RIVER PLATE
QUILMES

Od samego początku nie było wątpliwości, że to kluby z czołówki tego sezonu zasługują na pochwały. Z całej piątki słowa uznania dla Los Leprosos z Rosario, którym nie przeszkadza jeszcze udział w Copa Libertadores (aktualnie są bliscy awansu z drugiego miejsca). Mimo iż generalnie nie mają szerokiej ławki rezerwowych, to tak naprawdę momentami wzruszające są występy dawnych internacjonałów Heinzego, Maxi Rodrigueza, Bernardiego czy Scocco. To plus wsparcie niezłej młodzieży gwarantuje w miarę spokojny sezon w górze tabeli. O ile rzecz jasna nie zaczną popełniać błędy jak te z meczu z Colonem. Martino póki co ładnie związuje te najmocniejsze karty, ograniczając najsłabsze jej punkty (vide pomoc oraz atak bez Scocco).

Lanus to ekipa przemyślana i rozsądnie rozstawiona na pozycjach. Barros Schelotto jak na debiutanta w fachu trenerskim z dobrym wyczuciem wykorzystuje ogólne... braki w umiejętnościach piłkarzy. Za taki przykład niech posłuży obrona: mamy Goltza, solidnego i dobrze grającego głową stopera i Izquierdoza - niby podobnego, ale już słabszego fizycznie. W ataku hasa znany z Legii Ismael Blanco (z miernym skutkiem) mając obok świetnego dryblera Regueiro. Całość dopełnia odzyskujący wigor i blask Cristian Chavez, bohater Copa America 2011 - Vizcarrondo i tak w sumie na siłę wpychanym Guido Pizarro. Prawda, że fajnie? No powiedzmy, że jest jak jest.

Godoy Cruz to nagroda specjalna dla Martina Palermo. Taki z niego El Loco, że nawet trenerki się nie boi a piłkarze... cóż, chyba założyli się z nim o kupę pesos, że będą wysoko w tabeli. Jeśli tak, to chwała powinna rozprzestrzenić się na całą Mendozę, bo niby szara mysz tej ligi a tu jak na złość znowu wysoko w tabeli. Tak po prawdzie, to gdyby nie Palermo pewnie nie miałbym co o nich napisać, bo atutów (poza grą zespołową) to oni nie mają.

River Plate odnawia się z przyblakłym DT Ramonem Diazem. Pewnie gdyby miał skład choćby z 1999 roku to w lidze nie zaznaliby goryczy porażki. A tak pozostaje mu dotrwać z tym co ma, a materiał aż tak przeciętnością nie razi. Choć nie da się ukryć, że są dość spore dysproporcje jakościowe jak zestawienie Vangioniego z Mercado (buehehehe) Ponzio z Ledesmą (nice emeryt squad) oraz Trezegueta z Luną (hehe... ale zaraz, oni przecież wspólnie grają piach!). Brutalna piłkarska rzeczywistość uwidacznia fakty, że teoretycznie najbardziej utytułowani kopacze jak Trezegol nie mogą sobie poradzić z trudami ligi. Owszem, kontuzja przykra rzecz, ale Francuzowi po prostu nie wypada trafiać do siatki raz na święta makreli. Ale jest Ramon jest impreza... Gdyby nie on, to Los Millonarios pewnie dalej męczyliby bułę jak za czasów Almeydy, gdzie symbolem ich chwały była "twarda dupa, miękki kutas" jak zwykł mawiać emerytowany Ariel Ortega.

I pewnie pomyślicie sobie co robi w tym zestawieniu Quilmes? Szczerze mówiąc to marka piwa okropna w smaku, ale skoro są dość wysoko w tabeli...

ATLETICO RAFAELA
ARSENAL DE SARANDI
RACING CLUB
SAN LORENZO
TIGRE
BELGRANO
ALL BOYS
SAN MARTIN DE SAN JUAN
UNION SANTA FE
COLON SANTA FE
ARGENTINOS

Niektórym klubom jak San Lorenzo to nawet i łaska papieża niespecjalnie pomaga w starciu z przeciwnikami. Przed nimi szczera modlitwa o to, żeby nie spaść z ligi a na lato zabrać się za modernizację składu. Samym Coloccinim bez ofensywnego kombajnu nie należy się spodziewać powrotu do ligowej czołówki (która i tak się zmienia co rok)

Racing, Tigre oraz Arsenal prezentują dość zbliżony poziom. Akademicy z Avellaneda dopiero teraz złapali kontakt z rzeczywistością zaś dwaj pozostali mają jeszcze do odbębnienia Puchar Wyzwolicieli. Na dobrą sprawę fakt, że są gdzieś w środku tabeli, a nie na jej końcu powinno ich gloryfikować na zielony kolor... lecz nie uczynię im tej satysfakcji. To słabość piłki krajowej pokazuje, że skoro takie beczki ogórków kiszonych może grać w prestiżowym turnieju rangi kontynentalnej... To ja już nie mam więcej pytań.

Zaś reszta bezwzględnie wpisała się w ten folklor nie przeszkadzając ani nie zatruwając innym powietrza. Los Unionu i San Martin wskazuje na powrót do drugiej ligi i nie ma co nad tymi klubami się znęcać. Sam fakt gry na samym szczycie jest sukcesem. A ja z kolei nie mam w zwyczaju kopać leżących.

BOCA JUNIORS
VELEZ SARSFIELD
INDEPENDIENTE
ESTUDIANTES LA PLATA

Topowe rozczarowania i zawody sponsorują kluby z powyższej listy. A jak widać mówimy tu o rzekomych przodownikach w produkcji talentów, zgarniających puchary za sukcesy na arenie krajowej i międzynarodowej.

Barwa czerwona dla Estudiantesu i Inde jest wpisana w ich historię, ale nie w ich grę. Ci pierwsi zostali odległą krwistą latarnią o którą zawadzili podopieczni Cagny. Zastępujący go Mauricio Pellegrino ma pełne ręce roboty, bo niby skład średni, ale nie do takich dantejskich scen. Podobno nocuje w siedzibie klubu, żeby odnaleźć zaginionego ducha "Łowców szczurów". Przypadek klubu numer dwa z dzielnicy Avellaneda to już starcie pijaka z delirką. Łapska czerwonego diabła drżą na myśl o zapiciu tego winem, ale z kacem wygrać nie może. Czego Gallego nie zrobi, kogo nie sprowadzi (Rolfi Montenegro) w tym zespole brakuje atmosfery, wiary, nadziei oraz wina, żeby poddać się i rzucić ręcznikiem. I powoli zaczynam zdawać sobie sprawę, że temu klubowi pomoże jedynie upadek podobny do River. Degradacja do drugiej ligi może niektórym uświadomi w jak głębokiej są dupie oraz w jakim gównem się obmywają... choć mentalnie niektórzy z nich, pod wpływem przelewów na ich konta tego nie dostrzeże. Wolą śmierdzieć, a to ostatnia rzecz jaką chce usłyszeć rozfanatyzowany kibic Diablos Rojos...

Boca i Velez skupieni na Libertadores odrzucają myśl grania na dwa fronty. O ile Velez tłumaczy to wprost walką o bycie światowcem, to Boca już niekoniecznie. Wiecie, że od początku tego sezonu Carlos Bianchi desygnował do gry aż 28 różnych piłkarzy. Nie ograniczona rotacja w składzie, ciągłe zmiany w ustawieniu a na końcu podział w szatni. A całość uzupełnia mój idol Sir Dupczyciel, na którego patrzę z przykrością. Brzusek karaluszek, ruchy slow motion i ten wdzięk ugniatania winogron. Pop nocach płaczę, tracę włosy, gubię kilogramy, zaczynam zdrowo się odżywiać... no tak nie może być!!! To boli, bo oznak popraw nie dostrzegam, a co najwyżej obojętność piłkarzy na ten widok (z moim włącznie). To kolejny klub, który musi oczyścić szatnię i zapewne Bianchi czeka na koniec sezonu. Własnie... zbudować drużynę, którą jak się spyta o FC Barcelonę to odpowie: "Barcelona? Czy to jakiś rodzaj ciasta do pizzy?". Tak, bo Xeneizes mają już tyle trofeów, że nieładnie stwarzać sobie trend strachu przed samym sobą. Przecież to rywale mają się modlić o jak najniższy rozmiar kary, a nie Bosteros. Po co żyć historią, jak możną ją pisać zwycięstwami i pochodami przez miasto w gestach triumfu. Władcy doków w stolicy muszą o tym pomyśleć... Bianchi wie co robi, ale piłkarze tego jeszcze nie zrozumieli.

Velez wyraźnie odcina się od ligowej kopaniny. Byt ligowy zapewniony już dawno, a trzeba przypomnieć co poniektórym dzieciakom co się robiło w 1994 roku jak się AC Milanowi spuszczało bęcki, po których Berlusconi zszedł z Alpów, żeby bungować na nizinach Italii. Choć Gago jest kontuzjowany, to jednak pokazał, że jest warty zachodu i wschodu słońca nad stadionem Jose Amalfitaniego. Gareca wie co robi, więc piłkarze zrozumieli jego intencje.

piątek, 29 marca 2013

Panie jaka przyszłość? cz.1

Krótki komentarz dotyczący reprezentacji Argentyny, która stawia coraz śmielsze kroki ku awansowi na mundial. Ten jest już na wyciągniecie ręki (choć raczej na dostawienie nogi), więc pora wyciągnąć parę wniosków. Te, będą płynąć z poszczególnych formacji, gdzie wezmę na warsztat dotychczasowe powołania i sugestie graczy, na których warto rzucić oko (wszak Sabella podróżuje rzadko i niechętnie, a jeśli ktoś go widział w Anglii czy Hiszpanii to raczej w celach wycieczkowych).

BRAMKARZE:

Na tą chwilę panuje tutaj względny spokój. Mamy taką trójkę zawodników:

Sergio Romero
Mariano Andujar
Agustin Orion

I jak widać, rzemiosło święci triumfy. Mamy do czynienia z graczami, na których nie ma co się specjalnie obrażać czy gniewać. Nie są gigantami bramki na miarę Goycochei czy Fillola, ale nie osłabiają jakoś szczególnie tej pozycji. Wymieniona trójka to na tą chwilę pewnik i potencjalne zmiany mogą wyniknąć już tylko z powodu kontuzji któregoś z nich, gdzie od razu na ich miejsce wskakuje:

Cristian Alvarez
Oscar Ustari

I na tym lista się lista powołań kończy. Na pewno to jedna z tych pozycji, która nie sprawia większych problemów. Ból głowy? Zapomnijcie o tym, bo należy się przyzwyczaić do tego, że graczy zdolniejszych od chociażby Cavallero prędko nie znajdziemy. Wypada się cieszyć, że Romero (który powinien zmienić klub na lepszy) zachowuje się nadzwyczaj spokojnie, a pewność jego interwencji to gwarant, że póki on jest między słupkami, to baboli się ustrzeże. Tak po prawdzie to Andujar i Orion również prezentują podobny poziom. Może na przedpolu radzą sobie gorzej od Sergio, ale nadrabiają to dobrą grą na linii bramkowej. Czyli nic dodać nic ująć.

OBRONA

Ogromny wymiar moich wszelkich koszmarów, odosobniona tragedia, przemarsz zombiaków. Aktualnie to jedna z najgorzej prezentujących się formacji w drużynie narodowej. Nie żebym się czepiał, bo padliną Ci gracze nie zalatują, ale nie sprawia też, że mogę poczuć się bezpiecznie w takim towarzystwie. Jakim?

Pablo Zabaleta
Federico Fernandez
Ezequiel Garay
Marcos Rojo
Hugo Campagnaro
Clemente Rodriguez

Na tą chwilę ta szóstka jest powoływana regularnie i co ważne ma u trenera specjalne względy. Aż trzech z nich (Fernandez, Rojo i Clemente) miało okazję spotkać trenera w Estudiantesie, co z miejsca nadało im przywilej "czy Ty stoisz czy też leżysz, powołanie na mecz Ci się należy". Żaden z nich tak na dobrą sprawę nie daje mi gwarancji spokoju w okolicach pola karnego. Fernandez? Jedna wielka długa drewniana pal, dobrze grająca głową, czerpiąca wiele z gry typowego libero. Kiepskie wznowienia gry czy podania, słaba motoryczność, zwrotność na poziomie zdezelowanego traktora z pijanym kierowcą w środku. Czy ktoś taki ma być podstawowym stoperem takiej drużyny jak Argentyna? Nigdy w życiu, choć nie da się ukryć, że sporo problemów pojawia się wraz z osobą Marcosa Rojo.

Jego transfer do Rosji był pomyłką. Nawet mając do pomocy Nico Pareję chłopak nie odnalazł się w mroźnej Moskwie, a jego gra... eh, szkoda o niej pisać. Kiedy Sporting Lizbona zakupił go za 4 mln euro pukałem się w czoło i obgryzałem taboret (dziś ma tylko jedną nogę, ale dalej da się na nim wygodnie usiąść). Jest to typowy przykład wingbacka, który generalnie poza wrzucaniem piłki w pole karne nie wyróżnia się niczym więcej. Owszem ma dobry balans ciałem, nie najgorszą technikę użytkową... Ale niewiele potrzeba, by okiwać go jak dziecko. Wątły chłopak przegrywa większość pojedynków z użyciem siły i byle chuchnięcie wystarczy, by cała czerwień emanująca z jego nazwiska wyraźnie zblakła.

Argentyna musi się przyzwyczaić do deficytu na tej pozycji i powinna w takim układzie szukać nowych rozwiązań. Stąd w kadrze 32-letni stoper Napoli - Campagnaro. No właśnie i tu pojawia się problem... on jest środkowym a nie skrzydłowym, co nie przeszkadza Sabelli właśnie na tą skrajną pozycję ustawić. W odróżnieniu od Rojo potrafi przynajmniej się bronić przed rywalem (nawet wręcz), co sprawnie zabezpiecza lewą flankę. Jednakże kreatywnie jest tylko wyrobnikiem, który ogranicza się do użycia prostych środków. Może i są najlepsze, ale pod warunkiem, że przeciwnik w kwestii techniki jest mało wyedukowany. Trzy perły La Platy uzupełnia Clemente ładnie spinający w klamrę zwiastun nieurodzaju. Za jego kandydaturą nie przemawia w tej chwili nic poza sympatią trenera, bo co innego? Owszem, jest szybki jak błyskawica, potrafi znosić trudy spotkania (mecz w La Paz dobitnie to pokazał) ale samym kick and rush nie pomoże. I właśnie taki jest Clemente - biegnie, kopnie i ucieknie... Mogę wiele zrozumieć, ba usprawiedliwić, że typowy skrzydłowy w obronie tak sobie hasa z jednej połówki na drugą, ale niech w tym wszystkim będzie logiczny sens. A on w tej chwili jest brakującym ogniwem w teorii Darwina.

Na deser zostawiłem dwóch graczy, do których moje wątpliwości zostały po części wyjaśnione. Tak, prawdą jest, że za Zabaletą nie przepadam. Odciągałem od siebie myśli o tym, że może coś do kadry narodowej wnieść. Ale im dłużej grał, tym powoli przyzwyczajałem się do jego gry, która choć razi to jednak coraz mniej. Dlaczego? Otóż od czasów Jonasa Gutierreza nie ma bardziej wytrzymalszego gracza od niego. Wydolność na poziomie mistrza świata w ultramaratonie (który spokojnie przebiegłby go dwa razy zadając sobie po tym wszystkim pytanie "Dlaczego tak krótko?") a do tego coraz celniejsze centry w pole karne. Uzupełnieniem jego umiejętności stanowi przyzwoita technika i spore możliwości z uderzenia łokciem. Owszem, dziura po jego rajdach jest wielkości leja po meteorycie w Czarnobylu, ale powoli się o tym zapomina, bo ktoś już wcześniej to miejsce zabezpieczy (Mascherano). Ostatnim jest Eze Garay, który jako podstawowy gracz Benfici stanowi dość mocną ścianę dla nadbiegającego rywala. Co prawda jego atuty jak stałe fragmenty czy rzuty karne nie są u Sabelli wykorzystywane... ale gra głową, DUŻO lepsza zwrotność od Fernandeza czy technika sprawiają, że mniej się o jego grę martwię. Tak Ci dwaj panowie działają uspokajająco, ale też nie są jakimiś tytanami klasy pokroju Ayali czy Sorina (za którym jakoś specjalnie nie przepadałem).

Tylko skrótem dodam nazwiska tych, których Sabella będzie obserwował dalej i powoływał:

Fabricio Coloccini
Gino Perruzi

W przypadku Perruziego to jedna z odległych melodii przeszłości jeśli chodzi o alternatywy dla Zabalety. Mniej wytrzymałego, ale dużo lepszego technicznie i znacznie zwinniejszego od swojego kolegi z Man City. Choć nie zaimponował mi w meczu z Boliwią, ale na wzgląd jego dobrych występów w lidze życzę sobie dalszych szans dla młodego chłopaka. Coloccini zaś notuje comeback do kadry w której bywał sporadycznie, kiedy jego odkrywca Pekerman odszedł po mundialu z 2006 roku. Choć on sam znacząco potem spuścił z tonu i raczej traktowałem jego kandydaturę jedynie śmiechem... to w Anglii wyrobił się na tyle, że jego gra w powietrzu będzie przydatna w kwestii zluzowania Fernandeza (którego chyba szczerze nienawidzę). Ale jak będzie znowu zapominał o terminologii słowa spalony, to out...

Zatem oczywiście pojawia się pytanie, czy mam jakieś alternatywy, które można skrzętnie wykorzystać lub sprawdzić? Hm, niech pomyślę....

Cristian Ansaldi
Nicolas Otamendi
Lisandro Lopez

Ansaldi już od stosunkowo długiego czasu puka do drzwi kadry. Już w 2008 roku, kiedy chłopak wyjechał za chlebem do Rubina Kazań zawrócił w głowie Sergio Batisty, który sprawdził go pod kątem olimpiady w Pekinie. Nie pojechał do stolicy Chin, ale za to dostawał w miarę regularnie faksy z przyjazdem na zgrupowania. Debiut przypadł już mu za okres trenerki Maradony z Hiszpanią i potem już znikł z orbity zainteresowań pod kątem reprezentacji. Co prawda Sabella dał chłopakowi zagrać w tym roku ze Szwecją, ale nie do końca wiadomo czy dalej chce go testować... Generalnie Cristian to zawodnik trochę niższy od Rojo, ale za to mocno zbudowany, co ułatwia mu walkę bark w bark z rywalem. W kwestii ofensywnych wejść, o wiele lepiej radzi sobie z wymianą piłki po ziemi niż próbując ją wrzucać w pole karne. Do gry z klepki więc jak ulał, a dodatkowo jest ciut szybszy od Rojo. Choć w meczu ze Szwecją trochę kulała jego technika, to jednak nie dajcie się zwieść, bo poziom ten jest na tyle przyzwoity, że i w tym pojedynku wychodzi co najmniej na remis. Wady? Hm, pewnie agresja jednakże Rojo też lubi się pojedynkować (nawet jak częściej zdarzy mu się przegrać). Ansaldi to przykład piłkarza zrównoważonego w każdym aspekcie gry.

Otamendi to z kolei kompletne nieporozumienie w kwestii braku powołania. Trochę ciężko mi to pojąć, ale facet twardy jak skała, zwrotniejszy i dużo lepszy technicznie od Fernandeza przegrywa z nim walkę o przywdziewanie trykotu Albicelestes. Nico to generalnie twardziel, pełniący rolę przedstawiciela operacji na zewnętrznych częściach ciała pacjenta. Gra ostro i do przesady, bardzo dobre gra w powietrzu a przede wszystkim wszędzie go pełno. To żywiołowy chłopak, który nie przysypia jak to ma w zwyczaju F.F. za co ma już dużego plusa. Wady? Jak wielu, czyli technika choć nie jest to aż tak widoczna wada, gdy nadrobi to nieustępliwością. Kandydatura wręcz prosząca się o test, lecz Sabella całkowicie pomija jego nazwisko (o ile wie, że ktoś taki istnieje). Wojowników w obronie brakuje i przyznając się szczerze wiem, że to chłopak dość rozrywkowy, ale chyba jednak warto dać mu szansę. A zwłaszcza zapomnieć o tym, jak skrzywdził go Maradona na mundialu w RPA rzucając go na skrzydło (za co dostał tęgie baty w mediach).

Ostatni rodzynek to Lopez, przedstawiciel krajowej piłki. Zawodnik Arsenalu de Sarandi to tak naprawdę jedyny jej sensowny gracz, który w sumie powinien już grać w Europie... a zwleka z tym niemiłosiernie. Miłością się z tego nie wytłumaczy, ale co tak naprawdę za nim przemawia? Wszystko po trochu. Pod kątem umiejętności to piłkarz wręcz wszechstronny, którego główny atutem to gra głową. Silny a do tego nawet ani trochę nie trąca myszką jego technika użytkowa. Żadnej surowizny, zbędnych ceregieli pt "co zrobić z piłką". On to robi, szybko myśli i działa równie zręcznie. Tak, to też dość ostro grający zawodnik, ale chyba czas mu więcej tego miejsca poświęcać niż na trochę zbędne mecze krajowymi składami z Canarinhos.

Takie trzy moje propozycje, bardzo agresywne ale bezlitosne... bo taka powinna być w obronie reprezentacja Argentyny. Skoro genialni obrońcy to towar deficytowy (a zwłaszcza na bokach) to warto znacznie poszerzyć listę powoływanych zawodników. Skończyły się czasy dobrobytu, więc pora postawić na ludzi, których nie chciałbyś zobaczyć u boku swojej córki (choć ich pieniądze to coś innego)...

Część druga po świętach, aha i jeszcze jedno... FELIZ PASCUA.






PS Przypomnieli mi się też Mateo Musacchio (kiedyś podobał mi się w meczu z Polską w 2011 roku) oraz Gonzalo Rodriguez, ale obu nie widziałem od dawna, więc jak coś ujrzę to wtedy się wypowiem. Pierwszy z nich nawet fajnie wygląda pod względem uniwersalności (de facto zagra na każdej pozycji w obronie). Ten drugi zasłynął niestety z kontuzjogenności, która odebrała mu niemal pewny udział na mundialu w Niemczech w 2006 roku... wtedy bolało, bo był przez pewien okres top 10 stoperów świata.


czwartek, 28 marca 2013

Herosów starcie z powietrzem górskim

Cóż... Dawno żaden mecz nie wywołał we mnie tyle emocji. Naprawdę... Dacie wiarę, że musiałem przejść przez to DWA RAZY, żeby w miarę sprawiedliwie ocenić występ podopiecznych Sabelli?

Prawdą jest, że ocena końcowa tego spotkania jest dwojaka. Z jeden strony punkt wywalczony w górach to zawsze punkt. Ale z drugiej to tylko reprezentacja BOLIWII, a nie Hiszpania. Widocznie cel, jaki sobie postawił trener (czyli jeden punkt) był wariantem maksymalnym jaki można było osiągnąć na wysokości 3601 metrów n.p.m. Istna katorga dla organizmu, który nieprzyzwyczajony do wysokości musi w pełnym tempie wytrzymać 90 minut z kawałkiem. Zadanie było proste - murujemy bramkę i wyprowadzamy kontry (czyli wszystkie piłki do Leo). Efekt mizerny, żeby nie powiedzieć żałosny, bo obrazek w którym ogląda się Argentynę ledwo człapiącą na tle Boliwijczyków... katorga dla oczu.

Sztab, piłkarze oraz sami dziennikarze są zadowoleni, wręcz szaleją z radości. Ja zaś nieskromnie przyznam, że mi ten optymizm się nie udziela w 100% procentach. Ale czas na noty:

Sergio Romero (4): Żadnych szans przy straconej bramce, ale za to cała reszta jest godna podziwu. Strzały z dystansu nie stanowiły dla niego żadnego problemu, na przedpolu w większości przypadków pewnie wychodził z opresji. Jak na klasę rywala, dzięki trenerowi i kolegom z defensywy miał pełne ręce roboty. Dobry występ i raczej na dłużej zdobył sobie miejsce między słupkami.

Gino Peruzzi (2): Bez jakiegoś błysku. Biegał, kopał i czasami uciekał od wszelkiej odpowiedzialności. Jeśli jest melodią przyszłości, to chyba dopiero gdy wyjedzie do Europy. Kilka razy gubił krycie, ale kiedy trzeba to się skoncentrował należycie i stanowczo wpadek unikał.

Hugo Campagnaro (2+): Plus tak naprawdę za to, że nie musiał biegać po skrzydle. Cała reszta to niemal kopiuj wklej z oceny Peruzziego, choć udział przy straconym golu był... nieoceniony.

Sebastian Dominguez (2): Nie wniósł nic więcej poza odpychaniem swoich rywali w pojedynkach jeden na jeden. Nie zapisał się jakoś szczególnie w pamięci, więc nie powiem żeby to był zły występ. Ot, zrobił swoje.

Jose Basanta (2+): Spektakularny debiut i największa kadrowa niespodzianka. Jak na debiutanta początkowo spięty, ale kilka razy z prawej flanki ruszał śmiało i ochoczo. Niestety rajdy te sprawiały, że zostawiał po sobie dziurę wielkości Rowu Mariańskiego, którą nie zawsze potrafił samodzielnie załatać. Krawiec z niego raczej marny, ale jak to Sabella mawia "z braku laku..."

Clemente Rodriguez (1+): Poza asystą przy bramce był jednym z najgorszych piłkarzy argentyńskich na boisku. Bezproduktywny, błąkał się po boisku jak piąte koło u wozu. Zresztą nawet to idealnie wpasowało się w ustawienie całej drużyny złożonej z piątki defensorów. Słaby w Boca, słaby także w Argentynie.

Ever Banega (3): W życiu strzelił siedem goli. Sześć w klubach, a we wtorek po raz pierwszy dla reprezentacji. Chyba to było najbardziej wstrząsające odkrycie niż jego laga wyciągnięta z gaci tuż po transferze do Valencii. I w sumie niczego więcej na boisku specjalnego, poza tym wydarzeniem nie zrobił. Ot, wykonał swoje zadanie co najmniej przyzwoicie.

Javier Mascherano (3+): Miał jedno z najbardziej niewdzięcznych zadań na boisku... biegać. Ledwo wytrzymał trudy spotkania na wysokościach, właściwie ten plus to po części nagroda dla niego (jak w sumie dla całej reszty). Ale oprócz tego zapewniał w miarę swoich możliwości spokój na środku pola.

Angel Di Maria (4+): Szaleństwo. Facet niemal wypluł swoje serce za ojczyznę, biegał jak opętany, a do tego popełnił jedno z najgorszych przestępstw... zmarnował dwie butle z tlenem. Egoista, co się z kolegami nie podzieli. Ale jedno trzeba mu oddać, to był bohater meczu... Nawet jeśli było to jedyna cecha wyróżniająca!

Leo Messi (2): Nie wytrzymał. Matka natura pokonała Atomową Pchłę jednym pryśnięciem Raldesa.

Rodrigo Palacio (1): Byłoby 0,5 ale po 20 minutach zostało spożyte. Najgorszy na boisku - z tego określenia powinien się cieszyć, bo to jeden z komplementów.

Leo Ponzio (2): Wpadł sprawdzić, czy biegając w koszulce repry po boisku, jest tak samo dobry jak biega w tej samej camisecie na plaży. Wynik identyczny, czyli słaby.

Pablo Guinazu (bez oceny): jw.

Franco Di Santo (bez oceny): Dwóch świętych już po boisku biegało, więc trzeci wchodził w ramach zastępstwa za jednego z nich.

Alejandro Sabella: W swoim mniemaniu odbębni sukces. Ale na jego miejscu bym się nie cieszył, gdyż można było ten jeden dzień wcześniej pojechać do La Paz, by piłkarzy przygotować na "powietrzną masakrę". Samymi butlami z tlenem meczu się nie wygra. Zabawne jest to, że ta boliwijska twierdza to chyba jest z kartonu, ponieważ co prawda wygrali wysoko z Urugwajem i Paragwajem (obie bez formy do dnia dzisiejszego), to jednak przegrywali z Kolumbią oraz Chile, notując przy tym remis z Peru. Na dokładkę wpadła Argentyna, z którą w tych eliminacji zremisowali także na El Monumental. Dla Sabelli powinien to być powód do wstydu niż radości, no ale żyjąc we własnym świecie, spogląda na to wszystko z jednego punktu widzenia. Tego, który oczywiście znajduje się na ławce.

Na szersze wspomnienia poczekajcie do piątku (SŁOWO, że tak będzie. A jak nie wierzycie to sprawdźcie sami!!!)

niedziela, 24 marca 2013

Walcem na mundial

Mijają tygodnie a tu mecze narodowe. Co by dużo nie pisać, okazja dla mnie przednia, wszak tak wielbię oceniać postawę Albicelestes na tle swoich rywali. Noc z piątku na sobotę zakończyła się dla dzielnych podopiecznych Sabelli sukcesem. Gładkie 3-0 z dość nieobliczalną Wenezuelą. Nieobliczalną, bo zawsze odnosiłem wrażenie, że jak na ogórki to w ostatnich dniach spisują się przyzwoicie. Przynajmniej kadrowo...


Sergio Romero (3+): Jeden z najrówniej spisujących się graczy w kadrze narodowej. Ze swoich zadań wywiązuje się dobrze, momentami czasem zasypia. Na szczęście rywale nie korzystają z tego, więc jego występ można udać za jak najbardziej udany.

Pablo Zabaleta (3+): Wydolnościowy tytan i pracuś. Może i za nim nie przepadam, ale nie odmówię mu jego wejść ze skrzydła. W defensywnie pożytek z niego marny, ale na tle takiego rywala nikt go palcem wytykać nie będzie.

Federico Fernandez (2): Wytargać go za uszy, skopać a może po prostu posadzić na ławce. Brakuje mi pomysłów na ten badziew w środku obrony. Nie sprawił co prawda goli dla przeciwników, ale jeśli ktoś ma im pomagać w przyszłości to tylko on. W powietrzu radził sobie dobrze, ale jak przychodziło do pojedynków z Rondonem na ziemi... objeżdżany to mało powiedziane, on był dymany. Wasilewski argentyńskiej kadry będąc pod formą, o ile w ogóle coś takiego ma.

Ezequiel Garay (2+): Taki sobie występ gościa, od którego oczekuję na środku obrony najwięcej. Dlaczego? Otóż Sabella powołując takie pokraki jak Fernandez do kadry, nie pozostawia nam innego wyboru. Ograniczył się tylko do przeszkadzania w atakach rywalach i nic ponadto.

Marcos Rojo (2+): Nic specjalnego. Jak Fernandez w kadrze tylko dlatego, że pochodzi z Estudiantesu. Użyteczność z jego osoby była mało zauważalna i całe szczęście, że rywalom nie pomagał. A lubi to robić nie gorzej od Federica. Acz lepszy on niż Campagnaro.

Fernando Gago (4): Jeśli ktoś miał wątpliwości czy duet Masche-Gago nie zdaje egzaminu, to myli się wyjątkowo często. Dla Messiego to idealny partner na boisku, a i zapewne poza nim także. Nominacja na chrzestnego małego Thiago mu się należy bez dwóch zdań czy pięciu. Kreatywny, wszystko widzący i przewidujący. A te podania... miód.

Javier Mascherano (3+): Na środku obrony fatalny. Na nominalnej pozycji jeden z najlepszych na świecie, a pewnie i ostrzejszy w grze od delfina Busquetsa, którego tak chętnie z lubością przywołuję. Na środku pomocy trochę mało widoczny, ale zrobił to do czego został stworzony - przeszkadzać, wszystkim zawadzać. Tylko nie wskakuje do łóżek ich żon. Good job.

Walter Montillo (2): Zaskakujący wybór trenera, który już teraz można ocenić na minus. Wygląda trochę jak niechciane dziecko, które szuka sobie miejsca na boisku, a te jakie jest mu dane to ławka rezerwowych. Choć odegrał swoją rolę przy bramce, to jednak snuł się po boisku bez ładu i składu. Tak trochę niezauważalny przez partnerów z rzadka wykorzystywany.

Leo Messi (5): Czas najwyższy odpieprzyć się od Barcy, olać ją. Teraz na swoją uwagę zasługuje ojczyzna, a ta już się onanizuje faktem, że La Pulga gra tak uroczo. Owszem, gdzieś się chłop pogubi, coś nie wyjdzie. Ale rola jaką w kadrze odgrywa nie podlega już żadnej dyskusji. Bardzo dobry mecz okraszony dwiema asystami i oczywiście bramką. Co z tego, że z karnego... Sam też bym chciał strzelić gola dla Argentyny.

Gonzalo Higuain (4+): Dwie bramki, chłop się cieszy. A ma z czego, bo będąc w cieniu wyłania się i robi to do czego został spłodzony przez ojca Jorge. Naprawdę udany mecz i w sumie więcej nie ma co dodawać, poza udaną współpracą z Leo.

Ezequiel Lavezzi (2+): Odnotować należy jego bieganie za piłką, za rywalami, za dziennikarzami oraz za panienkami. Poza tym przyciągał swoją osobą uwagę obronie Wenezueli, która osamotniła Leo i Gonzalo. That's all folks.

Ever Banega (2+): Nie mógł wiele zrobić w tak krótkim czasie, ale jeśli duet Masche-Gago ma mieć alternatywy to tylko on i nieobecny Biglia mają ku temu predyspozycje.

Rodrigo Palacio (bez oceny): Znienacka jego forma i postawa w Interze sprawiła, że na stare lata stał się użytecznym członkiem kadry. Aż szkoda, że tak późno zwlekał z wyjazdem do Europy.

Maxi Rodriguez (bez oceny): Uchronił od straty gola. A tak w ogóle nie powinien zostać zabierany na mecze reprezentacji.

Alejandro Sabella: Z tym gościem mam tak mieszane uczucia, że nie wiem co z tym fantem zrobić. Z jednej strony Argentyna jest należycie od strony taktycznej ułożona. Ale z drugiej... Pozwólcie to rozpisać metodą plus-minus:

+ Większość zawodników wie co ma robić na boisku, poza oglądaniem toczącej się piłki.
+ Taktycznie zespół prezentuje się dobrze. Nie ma zbyt dużych przerw między liniami obrony czy pomocy.
+ Oddanie władzy na boisku w ręce i nogi Leosia. Od wrzasków w szatni niech pozostanie Mascherano.
+ Organizacja bez chaosu. Konkrety i technika użytkowa.
+ Kadra budowana z myślą o dobrej atmosferze...
- Co sprawia, że sporo kalek siedzi na ławce rezerwowych co równa się brak alternatyw.
- Znacznie przesadne i idiotyczne (w odróżnieniu od mojej miłości do Boca) powoływanie graczy związanych z jego pracą w Estudiantesie, którzy niespecjalnie dobrego wnoszą do kadry (Andujar, Orion, Fernandez, Rodriguez, Basanta, Sosa).
- Tchórzostwo (?), defensywne usposobienie na każdy wyjazdowy mecz.

Na razie widzę więcej plusów niż minusów. Ale to wnioski suchsze od Sahary, a do dłuższego wywodu szykuję się po meczu z Boliwią, który jw. ma zwiastować nowe ustawienie na mecz z Boliwią. 5-3-2 lub 5-4-1. I have bad feelings about this...